Technologia,

Chcę innych uzależnić od książek – Mikołaj Małaczyński

8 lipca 2019

Mikołaj Małaczyński jest prezesem zarządu i współzałożycielem firmy Legimi – Netflixa z książkami – płacąc abonament uzyskuje się dostęp do tysięcy książek.

Rozmawiamy o wypożyczaniu książek, bibliotekach, rozwoju nawyków czytelniczych i przyszłości czytelnictwa. Ale również rozmawiamy o rozwijaniu ambitnego biznesu, który zabiega o naszą koncentrację i musi konkurować z wielkimi koncernami. 

Drugą część podcastu poświęciliśmy zaangażowaniu obywatelskiemu. Mikołaj zachęca do rozpoznania “swego Westerplatte” – sprawy, której nie możemy odpuścić. Następnie, nie chowania się za plecami innych, a stanięcia na czele, by tej sprawy bronić.

Firma Mikołaja Małaczyńskiego: https://www.legimi.pl/

Kilka ciekawych myśli:
Młode pokolenie już wie, a starsze uczy się, że lepiej mieć dostęp niż coś posiadać.
Ważniejsze jest zdobywanie umiejętności, niż zdobywanie wiedzy na własność.
Ebooki obecnie robią zawrotną karierę.
Technologia powoduje otwieranie nowych ścieżek i pozwala włączać nowe grupy, które, być może do tej pory, były wykluczone z korzystania z danej usługi.
Nie jest tak, że czytamy albo książki papierowe, albo słuchamy audiobooków. Jeśli ktoś jest czytelnikiem, to jest czytelnikiem, który czyta wszystko.
Zachęcam słuchaczy do znalezienia takiej sprawy, od której nie można zdezerterować.
Chciałabym byśmy dali odpór problemowi, jakim jest fake news.

Jak możesz słuchać podcastu?

Możesz słuchać na tym blogu.

Ale możesz też słuchać nas na dowolnym odtwarzaczu mp3. Plik powinieneś pobrać z tego bloga, a następnie wgrać go na swój odtwarzacz.

Z wygody polecamy ostatni sposób, czyli słuchanie podcastów na swoim smartfonie. Robimy podobnie i jesteśmy zadowoleni, ponieważ ulubione podcasty można mieć ze sobą, by słuchać je w każdym miejscu i dowolnym czasie.

Śledź podcast Stacja zmiana na: iTunes | Android | SoundCloud | Twitter | Overcast |  RSS

Prosimy, oceń nasz podcast

Jeżeli zechcesz nam w jakiś sposób podziękować za naszą pracę, najlepszym sposobem, będzie pozostawienie opinii w iTunes.

Dzięki temu, że to zrobisz, podcast Stacja Zmiana będzie widoczny i ułatwi nam docieranie do słuchaczy.

Możesz to zrobić klikając na linka poniżej:

-> Link do podcastu w iTunes

Transkrypcja:

Katarzyna Michałowska: Dzień dobry. Witamy w podcaście Stacja Zmiana. 

Jest to podcast o tym, że coś się kończy, a coś się zaczyna, a na pewno się zmienia. 

I w tym zmieniającym się świecie jesteśmy na Infoshare. Stąd taki może szum w waszych słuchawkach, ale jest to taki szum sympatyczny.

Spotykam się z Mikołajem Małaczyńskim. 

Mikołaj, chciałabym cię bardzo prosić, żebyś się przedstawił, żebyś powiedział, czym się zajmujesz, gdzie się znajdujesz w naszej przestrzeni biznesowej, a jak chcesz możesz też powiedzieć o swojej rodzinie albo pasji.

Mikołaj Małaczyński: Mikołaj Małaczyński. Jestem szefem i założycielem takiej firmy, która się nazywa Legimi. Zajmujemy się książkami elektronicznymi w formacie e-booków, audiobooków. Często jesteśmy porównywani do takich marek jak Netflix czy Spotify, bo działamy na podobnej zasadzie, czyli płacąc abonament uzyskuje się dostęp nieograniczony do bazy tytułów.

Działamy już ładnych parę lat. W tym roku obchodzimy dziesięciolecie. Zrozumieliśmy już tę tak zwaną polską startupową scenę, no i czujemy się tu świetnie, świetna atmosfera na Infoshare.

Katarzyna Michałowska: Wiesz, ostatnio mój kolega mówił, że robił jakiś projekt związany z dzieciakami.

Dzieciaki miały wymyślać różne biznesy i wyobraź sobie, że, ku jego zaskoczeniu, wszystkie biznesy były oparte o pożyczanie rzeczy. Naprawdę to jest ciekawe, że już nasze dzieci rozumieją to, że nie będą miały płyt, że nie będą miały książek, tylko będą je pożyczali.

Mikołaj Małaczyński: W majówkę miałem okazję być z moimi trzy i dwuletnimi dziećmi w Berlinie… nie no, zaniżyłem, z czteroletnimi, ależ ten czas leci… czteroletnia córa zainteresowała się takim małym kiermaszem, który zorganizowany był przez jednego z rodziców do spółki ze swoją pociechą… rzecz podobno występująca już w Polsce, ale stosunkowo rzadko, a tam to się zdarza, gdzie ten młody człowiek przyzwyczajany był przez swojego rodzica do tego, że musi się rozstać z ukochaną zabawką, sprzedawał ją za grosze, ale najważniejsze było, że ona poszła dalej do obrotu. No i dla mnie to też była doskonała wymówka, gdy zakończyliśmy zwiedzanie jakiegoś muzeum i trafiliśmy na ten taki egipski stragan, gdzie tam wszystko jest strasznie drogie i wszystko jest strasznie tandetne, więc mówię: “Słuchajcie, przecież my już dzisiaj kupiliśmy coś na straganiku u chłopca, który z czymś się rozstawał. Nie musimy mieć kolejnej rzeczy. Po co nam to?”, więc wydaje mi się, że rzeczywiście pożyczanie, nie posiadanie lub rozstawanie się z tym takim przeświadczeniem, że coś jest zawsze na własność. Też mamy inne czasy, łatwiejsze na pewno, bo wiemy, że ta gospodarność naszych rodziców czy dziadków wynikała z trudnej sytuacji poprzedniego systemu, ale mamy ten komfort, dlatego wydaje mi się, że warto tę naszą generację “Y”, czy już nawet kolejną…

Katarzyna Michałowska: “Z”

Mikołaj Małaczyński: Tak, “Z” w tym rozwijać, że lepiej mieć dostęp niż posiadać.

Lepiej mieć dostęp i umieć go wykorzystywać, bo nie tylko mieć dostęp, czyli jakby mieć przy sobie jakieś możliwości, czy materię, czy cokolwiek, jakiś sprzęt, ale trzeba też umieć z tego korzystać. O tym się najwięcej mówi, o tym pisze Yuval Harari. Gigantyczną karierę robi człowiek. 

Nawet tutaj w rozmowach kuluarowych słyszę, że jego tezy o tym, że ważniejsze jest dzisiaj zdobywanie umiejętności niż zdobywanie rzeczy na własność, bądź zdobywanie wiedzy na własność, czyli po prostu spamiętywanie czegokolwiek. Musimy umieć. Ta umiejętność połączenia tych dziesiątków różnych sytuacji to jest wyzwanie.

Czyli wracając do punktu wyjścia, my też tak działamy. Nie chcemy naszych klientów przekonywać do posiadania tego czy innego tytułu na własność.

Katarzyna Michałowska: Czy możesz powiedzieć o tym projekcie biznesowym Legimi? Jak to działa? Dla słuchaczy, którzy was nie znają.

Mikołaj Małaczyński: My działamy jak taka internetowa biblioteka, gdzie karta biblioteczna jest płatna. Jest to wypożyczalnia książek w formacie cyfrowym, czyli są to ebooki, audiobooki do słuchania, do czytania. Audiobooki robią gigantyczną karierę, bo trafiają do takich przestrzeni, gdzie do tej pory czytanie było niemożliwe. Mówimy do słuchaczy, więc chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, kiedy możemy słuchać, w jakich okolicznościach możemy słuchać, przyswajać treści za pomocą smartfona, słuchawek w okolicznościach, kiedy wcześniej, dobrych parę lat temu byłoby to trudne.

W takich miejscach pojawiamy się my ze swoją ofertą i co najważniejsze, ona działa na tej zasadzie, że nie każemy niczego kupować na własność, tylko dajemy dostęp, nieograniczony do bazy, w tej chwili, sześćdziesięciu tysięcy tytułów. Nikt tego nie przeczyta, więc pokazujemy, jak dużą ofertę dzisiaj świat może mieć dla każdego z nas. Ale ważniejsze jest, żeby nie mieć tego wszystkiego na własność, tylko żeby umieć z tego korzystać. 

Oczywiście korzystanie odbywa się przez smartfony, ale również, co jest ważne dla czytelnika, przez czytniki, czyli te urządzenia, które mają elektroniczny papier zamiast ekranu, komputery i w przypadku audiobooków najbardziej popularny system operacyjny android i słuchawka.

Jest coś, co uważamy za taki nasz mały sukces, jest to tak zwany format synchro booka czyli połączenie czytania z słuchaniem na przemian. Możemy przeczytać kilkadziesiąt stron, potem przeskoczyć do słuchania nagrania z lektorem i potem powrócić do czytania. Coś, czego zwykła papierowa książka nie umie, nie potrafi, a jest to bardzo odpowiednie dla dzisiejszego zabieganego odbiorcy. Czasem trudno się oderwać, a tramwaj, pociąg, cokolwiek, prace domowe wymagają koncentracji i trzeba przerwać czytanie. Można bez przerwy być ze swoim bohaterem.

Katarzyna Michałowska: To jest ciekawe, bo to też jest niewykluczanie osób, które nie widzą, więc mogą słuchać. To też jest super.

Mikołaj Małaczyński: Oczywiście ta grupa nie jest aż tak liczna i dla nas biznesowo nie byłaby w stanie nas utrzymać, ale pamiętaliśmy o tej grupie. Między innymi przy projekcie dystrybuowania Legimi za darmo przez biblioteki publiczne. 

Jesteśmy w tej chwili w ponad dwustu placówkach w Gdańsku na Targu Rakowym, w Sopotece i w wielu innych miejscach w Polsce. 

Tam można odbierać darmowe kody do Legimi, które upoważniają do czytania, słuchania.

W przypadku, kiedy dany tekst nigdy nie został przetworzony na postać dźwiękową profesjonalnie przez lektorów nasza aplikacja ma wbudowaną funkcję syntezatora mowy i oczywiście nie zadowoli to czytelnika przyzwyczajonego do aktorskiej gry lektora w prawdziwym audiobooku, ale osoby niewidzącej lub słabo widzącej mającej problemy z czytaniem tekstu, to rozwiązanie jest naprawdę wygodne. Wówczas sześćdziesiąt tysięcy książek, które mamy w swojej bazie, każdą z nich można odsłuchać.

Rzeczywiście to wszystko, o czym mówimy, sprowadza się do faktu, że technologia powoduje te zmiany, otwiera nowe ścieżki i pozwala włączać nowe grupy w nowych okolicznościach w takie czynności, które wcześniej… a akurat jeśli chodzi o czytelnictwo po prostu książka nie była dostępna.

Katarzyna Michałowska: To zmienia nasze nawyki czytelnicze, zmienia też system wydawnictwa… to znaczy podejścia wydawców do wydawania książek.

Mikołaj Małaczyński: Z tym byłbym o tyle ostrożny, że wydawcy reprezentują konserwatywny punkt widzenia i trzeba to zrozumieć, dlatego że… to już tak z biznesowego punktu widzenia… dla wydawcy kluczowe jest, żeby krótko mówiąc rok obrotowy pozwolił ze spokojem myśleć o kolejnym i dlatego koncentrują się najczęściej na wydaniach papierowych.

Ale są już wydawcy, którzy odnoszą coraz lepsze wyniki w sprzedaży książki elektronicznej. Są też autorzy, którzy pokazują, jak dużo można zdziałać wydając swoje książki samodzielnie pod warunkiem oczywiście, że mają swoją społeczność odbiorców, do których mogą ten tytuł skierować.

No i przede wszystkim dzisiaj nie tylko chodzi o to, żeby odebrać sobie nawzajem klienta, bo w zasadzie ja tutaj cały czas lobbuję taką popartą faktami tezę, że to nie jest tak, że jest albo-albo. Czytam papier albo czytam ebooka. Najczęściej ebooka czy audiobooka słucham w sytuacji, kiedy nie mogę czytać papieru. Ale jeżeli ktoś jest czytelnikiem, czytelnikiem jest, można tak kolokwialnie powiedzieć, po całości, czyli czyta wszystko. Forma ma drugorzędne znaczenie.

Istotne jest w naszej działalności to, żebyśmy docierali z ofertą do tych osób, które już są przegrane dla książki. Niestety to zjawisko jest coraz bardziej widoczne, odczuwalne. Mówimy o tak zwanym biznesie zabiegającym o naszą koncentrację i uwagę. Przedstawiciele tego biznesu, daleko szukać nie trzeba, mamy przykłady wszystkich innych Facebooków, marek społecznościowych. Dzisiaj zapytamy nastolatka, czy on woli obejrzeć film w telewizji czy w internecie, to on odpowie oczywiście, że w internecie, a sprytne algorytmy zadbają o to, żeby po obejrzeniu jednego filmu pozostał tam jak najdłużej. I w tym wszystkim trzeba znaleźć też miejsce dla długiej formy, a taką, w sumie niekoniecznie doskonałą na dzisiejsze czasy, jest właśnie książka i nasza rola jest w tym, żeby posługiwać się odpowiednimi metodami i zaproponować taką książkę, która będzie pasowała czytelnikowi. Nie musi to być od razu traktat filozoficzny, Dostojewski, ani jakaś ciężka lektura. To może być coś lekkiego, łatwego, przyjemnego po to, żeby przyzwyczaić się do dobrych nawyków czytania. Zrozumieć, jak działa synchrobook, przełączanie właśnie między audiobookiem, ebookiem, jak dać się wciągnąć w taką długą formę, zaangażować się intelektualnie w nią i mam takie spostrzeżenie, że wśród naszych czytelników są tacy, którzy popadają wręcz w nałóg czytania potem u nas i oczywiście może słowo “nałóg” brzmi źle, ale tego typu nałóg czytelniczy…

Katarzyna Michałowska: To jest bardzo dobre.

Mikołaj Małaczyński: Życzmy sobie więcej takich nałogowców.

Katarzyna Michałowska: To też jest ciekawe, bo zaprosiłam ciebie Mikołaj do naszego podcastu z pewnych względów, bo pomyślałam, że jesteście szczególni, bo Legimi…kiedy myślę o Legimi gdzieś tutaj wyczuwam budowanie biznesu na wartościach. Ta nazwa wywodząca się ze sfery antro, która oznacza brak podziałów, pewne zrozumienie, a też ta wartość: walor edukacyjny, to jest coś takiego, czego nie można odebrać.

Mikołaj Małaczyński: No, jest to prawda. Takie mieliśmy korzenie. Zaczynaliśmy od… Co ciekawe, geneza naszej firmy wcale nie od razu doszliśmy do momentu, w którym naszą ofertą na rynek było to, co oferujemy obecnie czyli ebooki w abonamencie.

Zaczęliśmy od tego, że zaobserwowaliśmy, że pojawiają się tablety. Jeszcze zanim pojawił się Ipod czy inne urządzenia, skoncentrowaliśmy się na tych ekranach elektronicznego papieru. Wiedzieliśmy już, że informacja będzie się rozprzestrzeniać w zupełnie inny sposób. No i stwierdziliśmy, że czas zastanowić się, jak ta zmiana może być przez nas zagospodarowana.

Początkowo myśleliśmy o jakimś rodzaju interaktywnej gazety, coś co myślę, dzisiaj w zupełności zaspokajają nam nasze media społecznościowe. Potem, pamiętam jedną z pierwszych prezentacji, jakie mieliśmy na temat naszych pomysłów, zaprosiliśmy takiego amerykańskiego profesora Davida Goldberga i zapytaliśmy go, czy pojęcie “deep reading” można przekładać na “deep thinking” i on zdecydowanie popierał tę tezę, więc stwierdziliśmy, że skoro długa forma ma znaleźć miejsce w cyfrowej przestrzeni to może jednak nie ma co daleko szukać, wymyślać nowych rzeczy, tylko sięgnijmy po książki. 

To była dość długa przeprawa zanim udało nam się osiągnąć to, co jest obecnie, dlatego że przede wszystkim najtrudniej jest przekonać jest swoich najbliższych partnerów, czyli mam tu na myśli wydawców, żeby zaryzykowali. Strach ma wielkie oczy. Obawy były duże.

Obawy było przede wszystkim przed tak zwaną kanibalizacją, czyli odcinanie gałęzi, na której się siedzi. Jeżeli klienci przeskoczą do formatu cyfrowego, to właśnie pomyślenie albo-albo. 

I owszem przyświecały nam przez te wszystkie lata czasem górnolotne ideały, że jednak robimy coś, co ma dla kogoś jakąś wartość, rzeczywiście wartość nie tylko ideowa, ale też taka wartość na papierze. Wiemy, że zaczyna prezentować dobry poziom, dlatego że… ale tak to powinno być, bo pozostalibyśmy niepoprawnymi marzycielami, a jednak dawanie tym wartościom właściwej formy wyrazu, czy produkt, w którym to wszystko się realizuje to są niebagatelne koszty i bez naszych fantastycznych klientów, którzy już wczesne wersje aplikacji ochoczo użytkowali, płacili za nie. Bez użytkowników, którzy dawali nam przecenny feedback, który kierował nas we właściwą stronę. Bez oczywiście… zacząłem tu tutaj tak o trudnościach z wydawcami, ale oczywiście bez ich zaufania, bez tych, którzy byli pierwsi i przyciągnęli drugich i to domino się, że tak powiem, położyło, także w tej chwili 60% książek wydawanych w Polsce jest u nas. Czyli można powiedzieć, że większość dobrych tytułów znajdziemy w naszej bibliotece. Takiego cyfrowego pokrycia nie ma nawet dobra biblioteka publiczna miejska, więc to wszystko sprawiło, że rzeczywiście gdzieś od wartości przeszliśmy do takiej realnej, namacalnej wartości, która wspiera tę ideę, która cały czas nam przyświeca. Cały czas jesteśmy młodą firmą.

Katarzyna Michałowska: Mikołaj,chciałam teraz zapytać o ciebie, ze względu na to, że na sercu leży ci taka otwartość takiego wspólnego dzielenia się, takiego sharowania i jesteś absolwentem Szkoły Liderów Społeczeństwa Obywatelskiego, co bardzo mi zaimponowało…

Mikołaj Małaczyński: Super, cieszę się.

Katarzyna Michałowska: Myślisz, że możesz zmieniać świat na lepsze, czy myślisz, że twoje zaangażowanie w różne inne projekty społeczne może to zrobić, czy IT może temu pomóc? Jak ty to widzisz?

Mikołaj Małaczyński: Kilka wątków i to bardzo ciekawych i podziwiam w ogóle, że dotarłaś do tej informacji.

Ja powiem tak: zachęcałbym słuchaczy do tego, żeby, szczególnie w dzisiejszej dobie, kiedy społeczeństwo obywatelskie się aktywizuje, poszukać takiego, jak to kiedyś ktoś, wielki Polak powiedział, poszukać swojego Westerplatte. Jesteśmy w Trójmieście, czyli poszukać takiej sprawy, od której nie można zdezerterować i ja miałem takie poczucie, że poprzez swoje studia, zainteresowania…kończyłem studia informatyczne… technologia dała mi tę możliwość, żeby zaangażować się w promocję czytelnictwa. To tak może w dużym skrócie.

Ale zachęcam, żeby każdy słuchacz przemyślał, czy dzisiaj jest czas, żeby chować się za plecami, czy żeby stanąć na czele.

Mam wrażenie…akurat tutaj jesteśmy na Infoshare, na konferencji, która ma dosyć rozbudowaną scenę startupową, czyli miejsce, na które spoglądam z sentymentem, bo sam już naszej firmy nie wypada mi określać startupem, dziesięcioletni podmiot to już trochę za długo, żeby w tym komplecie…

Katarzyna Michałowska: Rozumiem, że już macie zyski, żeby pokryć…już nie pracujesz za darmo.

Mikołaj Małaczyński: Powiem tak, uwielbiam tą atmosferę myślenia o ciągłym rozwoju, która przyświeca startupom, ale sensu stricto już takiej definicji nie wypełniamy. 

Natomiast naprawdę kibicuję wszystkim tak zwany founderom, czyli założycielom startupów, bo to są współcześni liderzy, którzy często kwestionują status quo, czasem oczywiście podpatrują cudze pomysły gdzieś tam na zachodzie i próbują je u nas zainstalować. To też nie jest nic złego, bo nierzadko po takim pierwszym skopiowaniu czegoś może mniej twórczo, kolejny projekt już bardzo twórczo, kreatywny, innowacyjny.

Pamiętajmy, że technologia daje nam możliwość stosunkowo tanio kwestionować to status quo. Zbudowanie jakiejś ciekawej platformy wykorzystującej sieć, nie mówię tutaj tylko o internecie, możemy mówić o jakiś rozproszonych rozwiązaniach IoT, możemy myśleć o popularnych bitcoinach, czy czymkolwiek co zmienia dotychczasowy porządek spraw, to jesteśmy w stanie zrealizować z pomocą funduszy pomocowych, z pomocą inwestycji anioła biznesu, może kogoś z rodziny, z pomocą odłożonych własnych środków, znamy takie przykłady, i stać się tym liderem, który zaczyna budować powolutku… toczyć tę kulę, która liczymy na to… każdy założyciel myśli o tym, że osiągnie efekt tej kuli śnieżnej, że po jakimś czasie jego działanie będzie dużo bardziej zasięgowe.

Do tego potrzeba ludzi z pasją. Do tego potrzeba ludzi, którzy nie boją się stanąć na froncie. Fajnie jest odbyć jakieś przygotowanie w tym zakresie. Tu wspomniałaś o Szkole Liderów. Oczywiście to był taki dodatkowy bodziec, który mnie utwierdził w tym przekonaniu, że rzeczywiście chcę to robić, chcę zaryzykować swoją reputację, nie chcę iść taką standardową ścieżką: idę na stanowisko stażysty w korporacji, a potem wspinam się po szczeblach kariery. Oczywiście w którymś momencie musiałem zaryzykować nawet swoje wynagrodzenie odrzucając lepsze oferty pracy, czy odrzucając oferty stypendiów zagranicznych. To są takie dylematy, które na pewno każdy, kto podąża tą ścieżką, ma, ale cena za to… no nie wiem… namacalna jest taka, że jestem w Polsce, pracuję w mieście, w którym studiowałem, z ludźmi, których znam, mam fantastyczne grono i przyjaciół i znajomych, partnerów biznesowych ze swojego środowiska, z którego wyrosłem. To jest oczywiście nie zamykając się na resztę Europy, bo jesteśmy firmą działającą już też w Niemczech i w ogóle ogromną wartość upatruję w integracji europejskiej, jeśli chodzi o skalowanie biznesów z Polski. 

Ale to jest też taka premia za tę konsekwencję. Mówię o takich korzyściach pozafinansowych wynikających z tego, że w dzisiejszej dobie każdy musi być przygotowany do tego, że wędrówka po świecie sprowadza się niekoniecznie tylko z jednego kraju i przesiadka związana z rynkiem pracy nie musi być wcale taka prosta, a w momencie, kiedy jesteśmy na froncie, w pewnym sensie rzeźbimy, współtworzymy tę rzeczywistość, mamy na to wpływ, więc, jeżeli mówimy do studentów, zachęcam do tego, żeby bardzo wcześnie stanąć na czele jakiejś inicjatywy, dać się sprawdzić, nie unikać tego, nie bać się porażki. Porażki można przeżyć i one nas budują. Ale przede wszystkim, żeby brać sprawy w swoje ręce, nie bać się dużej wizji, bo często… Ja pamiętam, jak zaczynaliśmy z e-bookami, w momencie, kiedy zaczęliśmy od takich haseł… wtedy jeszcze nie było Spotify czy Netflixa… że będziemy robić coś co jest Itunesem, który wszyscy kojarzyli przez markę Ipoda, koleżanka podeszła i powiedziała “Ej, chłopy, ogarnijcie się. Nie dacie rady. Itunes?”, co to jest za potężna sprawa i oczywiście to było porywanie się z motyką na słońce, ale, jeżeli się nie jest za młodu marzycielem, trudno mówić o sukcesie później.

Katarzyna Michałowska: No właśnie Mikołaj i tutaj będę drążyć. W twoim zaangażowaniu społecznym, w tym, że chciałbyś dołożyć tę cegiełkę do naszego rozwoju, do rozwoju demokracji, do rozwoju naszego społeczeństwa obywatelskiego. Gdzie jest ta twoja cegiełka? Gdzie jest to twoje zaangażowanie, w sensie taka wartość, co ty chcesz dać?

Mikołaj Małaczyński: Wiesz co, przede wszystkim chciałbym, żebyśmy dali odpór takiemu problemowi, który da się sprowadzić do terminu “fake news”. Długa forma, książka, wymaga myślenia. Fake news nie wymaga myślenia. Fake news to jest coś, co ma pobudzić emocje, spowodować natychmiastową reakcję. Mam wrażenie, że, gdybyśmy zaczęli dyskutować przedstawiając swoje racje, niezależnie jak bylibyśmy różni od siebie, to znaleźlibyśmy wspólny punkt widzenia.

Odnosząc się do Infoshare, do konferencji, na której jesteśmy, zawsze z pewnym żalem spoglądam na takie wydarzenia, podczas których są panele eksperckie i wtedy przeważnie pustoszeje sala. No bo nie jest to tak… trzeba się skupić, skoncentrować, by usłyszeć te tezy spośród tej polifonii wypowiedzi. Nie znaleźliśmy, jako cywilizacja, lepszego sposobu na przedstawianie długich form wypowiedzi innych niż książka. Naszym zdaniem wprowadzenie tej książki do internetu… jeszcze dużo przed nami, bo chcieliśmy, żeby ona była na jedno kliknięcie, to znaczy, żeby już nawet nie trzeba było się rejestrować, żeby można było czytać w oparciu o reklamy, żeby wydawcy też otworzyli się na tego typu rozwiązania, żeby przy okazji czytania od razu była dyskusja, media społecznościowe to umożliwiają, żebyśmy byli w stanie robić memy z “clickbajtowych” tekstów, tylko z wartościowych książek, które są zrecenzowane i które mają, że tak powiem, swoją renomę.

Trochę w tym widziałbym naszą rolę, jeśli chodzi o wzmacnianie demokracji, bo jakość demokracji jest oczywiście odbiciem jakości społeczeństwa. Mądre społeczeństwo wybierze sobie mądrych przedstawicieli i fajnie byłoby wspierać to społeczeństwo, żeby ono podnosiło swoją świadomość. Ogromną rolę w tym mogą odgrywać biblioteki. Wszędzie w Europie są to takie centra kulturalne w mniejszych, średnich miejscowościach. W momencie, kiedy my zakomunikowaliśmy swoim inwestorom, że zamierzamy wprowadzić dystrybucję Legimi przez biblioteki, to trochę popukali w głowę “Ale jak? Biblioteki?”, no taką mają właśnie opinię obiegową o bibliotekach, że tam siedzi pani w pulowerku, mole latają i w ogóle zamykają o piętnastej, a najnowsze wydanie to jest jeszcze z czasów wojennych, rozpada się i kurzy.

Absolutnie tak nie jest. Bibliotek jest więcej niż Biedronek i Lidlów razem wziętych. To jest nasz ogromny potencjał w tym, żeby każdy, kogo interesuje, nazwijmy to, inteligentna rozrywka mógł sięgnąć po książkę w takim formacie, w takiej postaci, jaka go interesuje. Tym bardziej, że sami sobie opłacamy tego typu przyjemność, bo biblioteki są przecież sponsorowane przez Ministerstwo Kultury, czy samorządy marszałków i miasta.

Krótko mówiąc, uważam, że w tym jest też nasza misja, żeby wykorzystać istniejącą strukturę, żeby wprowadzać tam trochę powiewu nowoczesności i sprawić, żeby kto tylko będzie zainteresowany sięgnięciem po jakąś wartościową treść, po pierwsze, znalazł ją w wygodnej postaci, mógł się z nią zapoznać bez żadnych obostrzeń, a po drugie, żeby promować całą kategorię.

Katarzyna Michałowska: W pełni się z tobą zgadzam i jestem całym sercem z tobą ze względu na to, że tak samo jak jestem oddana temu podcastowi, te treści są wymagające, jeżeli chodzi o Stację Zmiana, tak samo tworzę już od wielu lat magazyn studencki, gdzie pracuję ze studentami i chcemy przekazywać wartościowe treści, czyli naszą misją jest zrozumieć więcej.

Tutaj to jest takie bliskie, że zrozumieć więcej to znaczy przeanalizować, iść do źródła, zastanowić się, dlaczego ktoś o tym pisze, mieć refleksję, że może ktoś ma w tym jakiś cel.

Ja miałam tylko taką refleksję, że teraz mamy taki czas, że głupota stoi na rogach ulic, krzyczy głupie rzeczy, kłamliwe bardzo często i wszyscy ją słyszą. Bo niestety kiedyś może ta głupota była zakryta, nie była taka otwarta, więc tak naprawdę to nasze zadanie tego społeczeństwa obywatelskiego i tych ludzi, którzy chcą przekazać te wartościowe treści, teraz mamy większe wyzwanie. Co prawda też mamy większe możliwości…

Mikołaj Małaczyński: Ja jak najbardziej się z tobą zgadzam, że wyzwanie jest ogromne i też widać, że to widać w cyfrze osób czytających w Polsce. To jest skrajnie niski procent. On w zasadzie zawsze podlega raz w roku interpretacjom. W momencie, kiedy Biblioteka Narodowa opublikuje te dane, wszyscy się wypowiadają. Jeden z wiceprezesów Polskiej Izby Książki naświetlił mi, że w zasadzie dlatego mamy w Polsce tak niski poziom czytelnictwa, bo w zasadzie jesteśmy społeczeństwem, w odróżnieniu od naszych sąsiadów z Czech, nie mieszczańskim, gdzie ta elita, która o książkach rozmawiała salonowo często, jest po prostu węższa.

Ale widzimy przecież, że i mniejsze miejscowości i wieś też dzisiaj się zmienia, modernizuje. Ludzie dzięki internetowi, lepszej komunikacji też mają coraz większe aspiracje. Uczestniczą w życiu swoich miejskich ośrodków w swoim regionie i naszą rolą byłoby też… ja to też wiążę z bibliotekami, edukować takie osoby, włączać je w trudniejsze treści, a przede wszystkim dawać odpór takiej łatwiźnie intelektualnej, która niestety wygrywa. Łatwiej oglądać zdjęcia kotków i filmiki, na których ktoś się poślizgnie na skórce od banana niż przestudiować, przemyśleć coś dłużej.

Natomiast ja zauważyłem, że my mamy na to patent. Jak już ktoś wdepnie w książki, nawet nie muszą to być wyrafinowane tytuły i absolutnie nie obrażam się, kiedy ktoś zaczyna od “Pięćdziesięciu twarzy Greya” przygodę z Legimi, a później przesuwa się w coraz ciekawsze tytuły. 

Tak jak we wszystkim. Czasem oglądamy jakąś prostą komedię niewymagającą, a później obejrzymy jakiś trudny dokument, czy teatr. Tak też może być.

Ważne jest, żebyśmy złapali trochę tego naszego odbiorcę za palec i wzięli całą rękę po chwili. To jest nasza metoda.

Uważam, że internet się tego uczy. Obecnie różne zabiegi, żeby chronić prawo autorskie w internecie, żeby promować dużych wydawców, a chcemy pozytywnie interpretować mając przede wszystkim na uwadze fakt, że troską zostanie otoczona wartościowa informacja. No i ona stopniowo będzie wykształcać. Jak widzimy jest to ogromny problem, globalny, gdzie populizm, szybki przekaz informacji niesprawdzonej potrafi zachwiać tym statkiem, który powinien płynąć w zupełnie innym kierunku… albo inaczej, wszyscy powinni umieć się wypowiedzieć natomiast niekoniecznie na tym poziomie, na którym obecnie ten dyskurs jest obecnie w tak dużym uproszczeniu prowadzony.

Katarzyna Michałowska: Dziękuję ci Mikołaj za tę naszą rozmowę. Mogłabym tutaj gadać z tobą dwie godziny…

Mikołaj Małaczyński: Temat jest bardzo ciekawy i ważki.

Dzięki i pozdrawiam wszystkich słuchaczy.

Katarzyna Michałowska: Pozdrawiamy i dziękujemy.

Scroll to top