Zdrowie,

To był efekt domina – Maciej Sasin

5 listopada 2023

Na Macieja spada wiadomość o guzie mózgu. Jego podejście do życia zmienia się radykalnie. 

Zazwyczaj, gdy składamy sobie życzenia urodzinowe, mówimy zdrowia, zdrowia. Ale może się tak zdarzyć, że tego zdrowia może zabraknąć. Maciejowi Sasinowi w pewnym momencie życia wykryto guza mózgu. Nie był to rak złośliwy, ale jeśli robi się operację głowy, to są tego przeróżne konsekwencje.

Maciej opowiada o tym, że nie zmarnował swojej choroby, a tym samym danej mu szansy. Wprowadził wiele życiowych zmian  życiowych, zrealizował marzenia, przeorganizował pracę i żyje pełnią życia.

Ważna rozmowa o tym skąd Maciej Sasin czerpał inspirację i motywację w trudnych czasach, jak przebiegała rehabilitacja i co się zmieniło. Posłuchaj!

Jak wiadomość o guzie mózgu w czasie rozkwitu kariery Macieja Sasina zmieniła jego podejście do życia?

Plan rozmowy:

  • 0:00 – wstęp
  • 0:42 – zapowiedź
  • 1:40 – w urodziny życzymy sobie zdrowia, ale to zdrowie można stracić
  • 2:54 – jeśli w głowie rośnie guz, to zapewne to się jakoś odczuwa
  • 3:15 – rozwijałem firmę i wpadłem w pracoholizm
  • 5:22 – ważny moment uświadomienia sobie, że czeka mnie poważna operacja
  • 7:05 – fragment muzyczny Macieja Sasina (drzwi – inst.)
  • 8:44 – dlaczego możemy ignorować sygnały ostrzegawcze
  • 11:37 – czego nauczył się Maciej z tego doświadczenia?
  • 16:05 – powrót do marzeń i swoich przekonań
  • 17:46 – realizowanie osobistej misji i pasja muzyczna Macieja Sasina
  • 20:10 – wnioski z doświadczenia – na to zazwyczaj brakuje czasu
  • 20:42 – fragment utworu muzycznego Macieja Sasina (Postprawda)
  • 22:20 – jak Maciej przyjął informację, że może umrzeć?
  • 24:42 – najgorsze były trzy miesiące po operacji
  • 26:33 – umiejętność zmiany porażki w lekcję
  • 30:27 – popatrz na swoją chorobę jako szansę na zmianę
  • 33:37 – musiało się coś wydarzyć, by Maciej spojrzał inaczej na swoje życie
  • 35:01 – nowe pokolenie, mówi się, że to pokolenie płatków śniegu (dłuższa dygresja luźno związana tematem głównym)
  • 39:54 – jeszcze o jednej ważnej zmianie u Macieja Sasina
  • 41:00 – czego możemy życzyć Maciejowi Sasinowi oprócz zdrowia?
  • 42:25 – fragment utworu muzycznego Macieja Sasina (Mam jeszcze wiarę)

Storna Macieja – https://maciejsasin.pl/

Polecam posłuchanie – KTIP Artur Hajzer – Ignorowanie sygnałów ostrzegawczych –  https://tiny.pl/c4q2f

Analiza transakcyjna – o co chodzi? – https://tiny.pl/c4q89

Nick Wujcić – Cyrk Motyli – https://tiny.pl/c4q8q

Wprowadzenie zmian w ośmiu krokach:

– Model Kotter’a – wprowadzanie zmian w 8 krokach – https://tiny.pl/c4q8d

– Książka – Gdy góra lodowa topnieje – https://tiny.pl/c4q8f

NLP – o co chodzi? https://tiny.pl/c4q81

Rezyliencja – czym jest i jak ją udawać – https://tiny.pl/c4q8p

Fazy życia wg Eriksona – https://tiny.pl/c4q84

Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą, Hans Rosling – https://tiny.pl/75x4v

Muzyka w odcinku autorstwa Macieja Sasina:

– drzwi – inst.

– Postprawda – https://tiny.pl/c4q86

– Mam jeszcze wiarę – https://tiny.pl/c4q8z

Jak możesz słuchać podcastu?

Możesz słuchać na tym blogu.

Ale możesz też słuchać nas na dowolnym odtwarzaczu mp3. Plik powinieneś pobrać z tego bloga, a następnie wgrać go na swój odtwarzacz.

Z wygody polecamy ostatni sposób, czyli słuchanie podcastów na swoim smartfonie. Robimy podobnie i jesteśmy zadowoleni, ponieważ ulubione podcasty można mieć ze sobą, by słuchać je w każdym miejscu i dowolnym czasie.

Śledź podcast Stacja zmiana na: iTunes | Android | SoundCloud | Twitter | Overcast |  RSS | SpotifyYouTube

Prosimy, oceń nasz podcast

Jeżeli zechcesz nam w jakiś sposób podziękować za naszą pracę, najlepszym sposobem, będzie pozostawienie opinii w iTunes.

Dzięki temu, że to zrobisz, podcast Stacja Zmiana będzie widoczny i ułatwi nam docieranie do słuchaczy.

Możesz to zrobić klikając na linka poniżej:

-> Link do podcastu w iTunes

Transkrypcja (lekko przeze mnie zredagowana, by to się w ogóle dało czytać):

TO BYŁ EFEKT DOMINA 

KATARZYNA MICHAŁOWSKA i MACIEJ SASIN – 5 LISTOPADA 2023

Powitanie

M: Tak, tak miałem taką nieprzyjemną przygodę, bo okazało się, że niestety wykryto u mnie guza mózgu i to był taki moment, w którym otrzeźwiałem życiowo i zmobilizowało mnie do wprowadzenia wielu zmian to też dopiero przemyśleń w tym kontekście bo jak się okazało nie był to razem złośliwy nowotwór No ale jak się grzebie w głowie to coś tam można naruszyć razem złośliwy coś się zmiania.

K: Witam na stacji zmiana. Witam Macieja Sasina Dzień dobry!

M: Cześć witaj Kasiu! Witam słuchaczy.

K: Dzisiaj będziemy mieli taką rozmowę od serducha Uwielbiam takie rozmowy kiedy szczerze rozmawiamy o tym co nas spotkało Porozmawiamy o przechodzeniu przez sytuację, która może nas zaskoczyć i właśnie dzisiaj porozmawiamy z Maćkiem o tym że czasami może być tak, że ignorujemy sygnały, które do nas przychodzą, że może znajdujemy się w sytuacji, w której byśmy nie chcieli A może po prostu to, że udało się, dało radę przejść przez trudności. Zapraszam was do słuchania.

Wykryto guza mózgu

K: Macieju! Chciałabym bardzo abyśmy dzisiaj porozmawiali o twojej chyba najtrudniejszej sytuacji, która może się zdarzyć ze względu na to, że zazwyczaj ludzie kiedy składają sobie życzenia urodzinowe, to mówią zdrowia, zdrowia, zdrowia no, ale może tak być czasami, że tego zdrowia zabraknie i właśnie chyba to cię spotkało.

M: To był chyba rok 2015, no powiedzmy sierpień i okazało się, że niestety wykryto u mnie guza mózgu i to był taki moment, w którym otrzeźwiałem życiowo no i zmobilizowało mnie to do wprowadzenia wielu zmian, a też do wielu przemyśleń w tym kontekście, bo jak się okazało, nie był to żaden złośliwy nowotwór, ale jak się grzebie w głowie, to coś tam można naruszyć. U mnie niestety co się skończyło uszkodzeniem słuchu uszkodzeniem nerwu twarzowego-słuchowego i połowę mimiki twarzy straciłem nie mogłem oka domykać i to tak ta rehabilitacja trwa właściwie to teraz. Tak dobry dobry rok trwało, nawet dłużej, zanim połowa twarzy zaczęła w ogóle jakakolwiek funkcjonować.

Poświęcenie pracy

K: To się działo przed 2015 rokiem, tylko mogę sobie wyobrazić, że jeżeli tak jest, że rośnie ci jakiś guz w głowie, to z pewnością w jakiś sposób się to odczuwa, ale być może to, co robiłeś, w jakiś sposób to zagłuszyło. Więc powiedz mi, co robiłeś przed 2015 rokiem.

M: Wiesz co? przede wszystkim rozwijałem firmę i w pełni poświęciłem się tej pracy. 

Właściwie nie mieliśmy wtedy dzieci, żona poświęcona pracy, ja poświęcony pracy, priorytety skierowane chyba w niewłaściwym kierunku. Brak czasu na realizację jakiegoś hobby: czytanie książek takich, które by się chciało czytać, poświęcenie niemalże 120% na życie zawodowe i to było takim wtedy wyznacznikiem dążenie do sukcesu i tak dalej i tak dalej…

M: Miałem tylko taki problem, że jak zasypiałem, to miałem szum w głowie, to było cały czas. To jakby telewizor był nienastrojony taki szum dosyć głośny. Myślałem, że to jest normalne i naturalne, że ludzie mają szumy. Jeszcze pytałem co niektórych osób czy to jest coś normalnego czy nie. “No tak! mi też szumi w głowie, więc spoko, to tam krew się przetacza i to my słyszymy takie rzeczy”, no więc zacząłem to bagatelizować, a okazało się niestety później, że to był już zaatakowany nerw słuchowy.

Z czasem on coraz bardziej dawał sobie znać, nawet utrudniało to zasypianie, jeżeli słyszysz cały czas taki w cudzysłowie wodospad, albo telewizor przy uchu, no to ciężko, ale dopiero przypadkowa diagnoza pokazała to, że tam coś w głowie jest i daje sobie znać.

Pracoholizm

K: Wiesz co? nie jestem w stanie cię nie zapytać o słowo “pracoholizm”. Jak na to teraz patrzysz na swój pracoholizm, to myślisz z czego to wynikało, że razem wpadliście w tę nadmiarową pracę?

M: To trochę było związane z taką ogólną sytuacją życiową: kredyty, pracownicy, trzeba było zadbać o te wszystkie obszary. To był trochę taki przymus, suma sumarum żeby przetrwać, bo to też były trudne czasy, to wtedy był moment wychodzenia z kryzysu 2012, 2013 rok, no i to wszystko.

Człowiek nawet nie wiedział kiedy to się stało, że zaczął tak funkcjonować w takim kołowrotku, no i ten moment uświadomienia sobie, że czeka cię operacja, że coś tam w głowie jest, to taki moment przebudzenia w moim przypadku 

Czyli po prostu, że trzeba się zatrzymać, że jednak musisz przestać. De facto przewartościować to co się robi, bo to był taki czas, że siedziałem na zwolnieniu lekarskim, bo było tak, że u mnie to przypadkowo zostało wykryte.

Przypadkowe odkrycie

M: Miałem zapalenie błędnika wynikające z silnego stresu. Miałem zawroty głowy i trafiłem do szpitala i tam odkryto to znalezisko. W sumie to nie było bezpośrednią przyczyną tego zapalenia błędnika, ale przy okazji odkryto tak jak to zazwyczaj przy badaniach się odkrywa różne rzeczy.

Dowiedziałem się o tym i wiedziałem, że czeka mnie operacja. Wiedziałem jakie są zagrożenia związane z tą operacją, no i wtedy siedziałem w domu na zwolnieniu. Nie pamiętam chyba z dwa miesiące zanim doszedłem do siebie.

No a później operacja. Czekanie na tę operację też było stresujące, a później sama operacja była stresem. 

Po operacji siedziałem jeszcze półtorej roku w domu, no i wtedy się okazało, że ten mój pracoholizm był trochę nieuzasadniony, bo firma funkcjonowała bez mojego pracoholizmu i beze mnie tak naprawdę przez dłuższy czas.

No, ale to też pokazało mi pewne tendencje osobowości, z których  też może sobie nie do końca zdawałem sprawę. Tyle o sobie wiem na ile mnie sprawdzono. No i tu właśnie to zaistniało. Zostałem postawiony przed sytuacją graniczną i to, co było wcześniej zostało, można powiedzieć, w jakimś sensie oddzielone grubą kreską.

Zmiany życiowe i decyzje

M: Tak więc zaraz po tym wszystkim zaczęliśmy się starać o dziecko no ropo po operacji właściwie Tymek się urodził i to też była kolejna zmiana taki trochę bym powiedział nawet nie chcę powiedzieć że owoc ale na pewno przyspieszenie tej decyzji bo o tym że Staramy się o dziecko chociaż tak to było coś tam późno więc no to był taki efekt domina można powiedzieć.

K: Od razu przypomina taką historię którą też opowiadałam na stacji zmiana, która dotyczyła Artura Chajzera i on jest przykładem osoby, która zignorowała te sygnały 

Jak to się dzieje Macieju, że można się tak jakoś okopać, zapomnieć Nie zwrócić uwagi na to, że coś się dzieje, że jednak ci szumi w tej głowie.

Czy już to wiesz, czy jeszcze nie?

 Analiza transakcyjna

M: Czy może kiedyś się zetknęłaś z taką koncepcją z analizy transakcyjnej driverów? Takich motywatorów, które kierują naszymi działaniami. Można powiedzieć, że są w życiu takim motorem do działania.

No i tam, między innymi, jest taki styl: bądź silny. U mnie to jest bardzo mocne. A co to znaczy bądź silnym? To jest typowy Męski Typ polegający na tym, że ja dam radę. Nie potrzebuję pomocy.

Wszystko zrobię sam, wszystko zniosę, nie będę prosił o pomoc. Będę wszystko brał na klatę i dam sobie radę. Kto jak nie ja?

To prowadziło mnie do pracoholizmu i bagatelizowania kwestii zdrowotnych.

Dbałem o siebie

M: Ale to też, żeby było jasne, w ogóle to ja, mimo tego pracoholizmu, to też dosyć dbałem o siebie. Byłem przekonany o tym, że dobrze się odżywiam biegam i to nawet tak o tym półmaraton 10 km i tak sobie biegałem dwa, trzy razy w tygodniu. 

Dla mnie to było nie do pomyślenia.

No jak ja mam być chory, kiedy ja jestem zdrowy i kiedy tak dbam o siebie. Mimo że pracuję dużo, to staram się dbać o to. I to było takie trochę wynikające z przekonania wewnętrznego, że ja nie mogę być chory. To niemożliwe żeby coś mi tam było. 

Ale to jest normalne takie bagatelizowanie, brak zgłębienia tego tematu. To doprowadziło do tego, że z drugiej strony, to w tym moim przypadku, nie można byłoby, jak się okazało, wcześniej wiele zrobić. 

Bo ten guz, tak naprawdę, musiał rosnąć, żeby go w pewnym momencie usunąć. Bo nie można było na niego wpłynąć żadnymi innymi metodami ani chemioterapią, ani naświetlaniem, bo był zbyt blisko błędnika, a uszkodzenie błędnika byłoby czymś niebezpiecznym. 

Chociaż i tak w trakcie operacji ten błędnik został w jakiś tam sposób naruszony, więc po operacji miałem zawroty głowy przez kolejne ma 2 lata. Nie mogłem ani biegać, ani nic. 

To było upośledzające dla mnie w takim sensie, że wcześniej aktywny biegacz i tak dalej… i pamiętam, że jak wewnętrznie powiedziałem sobie, jak zacząłem wracać do biegania, to pomyślałem: okej! To znaczy, że jestem już w cudzysłowie zdrowy.

Także pokonałem tę chorobę, mimo że oczywiście ten szum w głowie pozostał. Utrata słuchu. Ta twarz też nie do końca dobrze funkcjonowała, ale właśnie ta możliwość powrotu do biegania. To była taka cezura dla mnie. Pamiętam, że to świętowałem.

Życiowe lekcje

K: Macieju! Osiem lat temu wywróciło ci się życie, do tego jeszcze doszła większa zmiana związana z dzieckiem. To na pewno wszystko jeszcze bardziej wywróciło. Jakie masz z tego lekcje? Czego się nauczyłeś z tego doświadczenia?

M: Zacząłem realizować przede wszystkim marzenia, które miałem wcześniej, a które zarzuciłem. Marzeniem od dziecka, takiego sześcioletniego, było to, żeby grać na gitarze. Żeby grać, ale przede wszystkim grać solówki na gitarze. Żeby grać nie tylko akordy.

I wtedy w ramach tej rehabilitacji, jeszcze przed operacją, siadłem do gitary i zacząłem sobie ćwiczyć. W ciągu dwóch miesięcy to zrobiłem, to znaczy zacząłem grać solówki. Zacząłem tworzyć solówki i w ramach tej rehabilitacji zacząłem realizować swoje marzenia.

Później zacząłem też nagrywać muzykę. 

A już trochę później, ale to było dla mnie takim właśnie powrotem do tych marzeń dziecięcych, zacząłem podróżować i odcinać się od pracy.

Postawiłem sobie barierę, że 8 godzin dziennie to wystarczy. Że nie trzeba więcej. Że nie muszę wszystkiego nadzorować, sprawdzać i monitorować lub też być na bieżąco z wszystkimi trendami.

Tych zmian było dużo. To był taki efekt domina i de facto później, 4 lata po operacji, doprowadziło mnie do przemyślenia, że tak naprawdę ja nie chcę budować firmy, że to nie jest moja droga. Takiej dużej  firmy w sensie zatrudniania ludzi nie wiadomo jak wielkie.

Świadomie wróciłem do początku swojej kariery zawodowej. Chciałem, jak zakładałem działalność, pracować z ludźmi, prowadzić warsztaty, szkolenia, pomagać rozwiązywać problemy firmowe, wewnętrzne w organizacji, by ludzie się lepiej dogadywali, lepiej komunikowali, lepiej współpracowali i wróciłem do tego tego takiego właśnie basic’u.

Bo sobie uświadomiłem, że wpadłem w pułapkę przedsiębiorcy, którym tak do końca nie chciałem być.

To był kolejny, ale taki oddalony w czasie, bo to jest taki efekt motyla, można powiedzieć ta operacja, że żeby mieć czas dla dzieci, żeby nie poświęcać tyle czasu pracy, żeby nie myśleć cały czas o tej o tej firmie. 

Zwłaszcza, że etap firmy, był etapem niemowlęctwa. Czyli firma wymagała nieustannej opieki, że się rodziła na nowo i można powiedzieć zabierało to dużo czasu i trzeba było być rzeczywiście blisko.

No, ale człowiek uświadamia sobie pewne rzeczy dopiero z takim dosyć sporym opóźnieniem. Dlatego właśnie, że bagatelizuje pewne sygnały. No właśnie, to trochę tak analogicznie do tego szumu w głowie, gdzieś bagatelizujemy, traktujemy to jako challenge, jako pewnego wyzwanie. Nie chcemy się poddać, bo weszliśmy w ten taki, wiesz, nie chcę powiedzieć wyścig szczurów, ale taki pęd. Taka siła pędu. I pamiętam kiedyś z Szymonem Negaczem (nie wiem czy słuchacze go znają) ale to jest osoba, która jest gwiazdą konsultingu w Polsce.

M: Spotkaliśmy się w 2019 roku, kiedy ja właśnie doszedłem do tego, że już nie chcę firmy rozwijać dalej, a on zatrudniał pierwszego pracownika. A teraz już chyba tam pracuje z nim jakieś kilkadziesiąt osób.

A ja wtedy stwierdziłem, no kurcze, zupełnie jesteśmy na innych etapach. Tak się minęliśmy tymi pociągami w zupełnie dwie różne strony, że uświadomienie sobie tego momentu, to było takie przede wszystkim pogodzenie się z tym, że się oparło tę drabinę nie o tę ścianę co się chciało.

Depresja

M: Ta decyzja to był dla mnie milowy kamień, a tym bardziej, że miałem kolejny kłopot związany ze stanami depresyjnymi i zacząłem zastanawiać się z czego to wynika.

Poszedłem na terapię, żeby przyjrzeć się temu dlaczego tak się dzieje.

W sumie terapia, rozmowa doprowadziła do tego, że to nie jest to, co chcę robić.

Że to nie ten kierunek. Ogólnie tak, ale nie w taki sposób, jak to do tej pory robiłem. 

No więc można powiedzieć, że ta choroba była pierwszym poruszycielem, który mnie doprowadził do wielu zmian w życiu.

Misja życiowa

K: Jak powiedziałeś, że nastąpił tutaj efekt Domino. A pisanie swojej misji życiowej, czy to było coś takiego, że wróciłeś do tego, co jest twoją misją życiową? Co jest dla ciebie najważniejsze? Do twoich wartości?

M: Tak, miałem, tylko ja ją nie zmieniłem, tylko zmieniłem sposób jej realizacji. Mam misję, życiową, która zawarta jest w sloganie firmowym: “budowanie zaangażowania pracowników w organizacji”, ale to jest głębsza misja polegająca na tym, żeby po prostu usprawniać nasz świat pracy, żeby ludzie byli szczęśliwsi w pracy, żeby byli bardziej zaangażowani. Żeby wykorzystywali swój potencjał, ale – druga część to zmiana świata edukacji, sposób w jaki się uczymy. W jaki sposób się rozwijamy i to jest jeszcze na etapie uczenia dorosłych, ale to realizuje. Natomiast chciałbym kiedyś wrócić do tego w kontekście zmiany systemu edukacji w Polsce. 

Jest wiele do zrobienia i cieszę się, że teraz idzie taka zmiana w tym kontekście.

Zobaczymy jak tam się to potoczy, ale mam taką misję żeby gdzieś w tym kontekście zmieniać świat.

No i trzeci element jest walka ze zmianami klimatycznymi, to też będę pewnie chciał się bardziej zaangażować niż teraz.

Bycie szczęśliwym

K: W pierwszej części swojej misji powiedziałeś żeby pracownicy byli bardziej szczęśliwi. Tak to określiłeś, a ja sobie pomyślałam o tym, czy Maciej do 2015 roku myślał, że jest szczęśliwy?

Ta misja jest na zewnątrz. A jak wyglądałeś ty w tej misji? Czy byłeś szczęśliwy?

Być może to że to się stało, to spowodowało, że życie się zatrzymało i może zaczęłaś, tak jak mówisz, myśleć o swoim marzeniu, o tym co byś chciał, więc tak mi się kojarzy, że ona przeszła na ciebie ta misja od 2015 roku.

M: Ta choroba zbiegła się z wydaniem książki. To był moment słodko-gorzki. Bo tutaj realizuję misję, a z drugiej strony, gdzieś tam jest to jest zagrożone i musi nastąpić zwrot też ku sobie.

M: Dla mnie muzyka od zawsze jest towarzyszem pasją i do tej pory, nawet jak mam czas w biurze, to mam tam gitarę i czasami sobie pogrywam. Natomiast wcześniej też grałem w zespole. Grałem i tworzyłem piosenki, ale nie potrafiłem grać solówek. Zawsze byłem tym rytmicznym, tym towarzyszącym. A mi zawsze zależało na tym żeby żeby grać solówki.

M: To nie było tak, że ja wcześniej nie realizowałem tej misji i nie realizowałem też swoich pasji, bo to robiłem tylko, wiesz pewne rzeczy były otwarte, niedomknięte, a też wynikały z jakichś przekonań, które gdzieś po drodze nabyłem.

Negatywne spojrzenie, że nie mam talentu, że nie nie mam umiejętności do tego żeby grać tak jakbym chciał.

Wewnętrzne pogodzenie się

M: No i właśnie był taki moment żeby jednak niezależnie od moich przekonań, po prostu zacząć to robić. I okazało się, że jednak można, że to nie jest problem we mnie tylko problem moich przekonań. Natomiast myślę, że wiesz ja realizowałem swoją misję, bo rzeczywiście robiłem to, co to na czym mi zależało, tylko robiłem to w sposób trochę nadmiarowy. I była jeszcze ta firma. A firma to jednak jest organizacja pracy dbanie o wszystkie aspekty techniczne w firmie, operacyjne i gdzieś to wszystko mi się rozjeżdżało. Nie mogłem w pełni się poświęcić temu, co chciałem. Ale to dopiero później odkryłem z perspektywy czasu.

Retrospekcja, wnioski z doświadczenia takie lesens learnd to jest kluczowe. Tylko mam wrażenie, że na to brakuje czasu, albo wypieramy pewne rzeczy, pewne sytuacje, pewne zjawiska, w których nie chcemy słuchać. Albo nie słyszeć siebie, ale też od innych, bo często te informacje dochodzą z różnych źródeł, więc wymaga to takiego wewnętrznego pogodzenia się z pewnymi aspektami no i zrezygnowania z pewnych aspektów które, nie są po prostu dla nas dobre.

Nie jesteśmy wieczni

K: Teraz jak mówisz o tym, to tak myślę sobie o tym, że dotknąłeś takiej rzeczy, której nie chcemy dotykać.

Zazwyczaj myślimy, że będziemy wiecznie żyli. Wydaje mi się, że dotknąłeś tego, że po prostu możesz zakończyć życie. Że 2015 rok to koniec Maćka.

M: Paradoksalnie ci powiem, że ja potraktowałem to znalezisko, po pierwszym miesiącu takie kompletnej załamki, potraktowałem to jako zjawisko. Mówię: – Okej! dobra, znaczy, że będę wyleczony. 

Potraktowałem to jako moment na zatrzymanie się, moment na odbudowanie relacji z ludźmi. Bo o tym nie powiedziałem, ale zacząłem odbudowywać stare relacje z ludźmi, które gdzieś tam zaniedbałem.

M: Przeformowałam sobie na tej zasadzie, że dobrze, że teraz, a nie później. Jeszcze jestem młody, w miarę zdrowy, szybciej się zrehabilituje.

A gdybym czekał, to nerw były zaatakowany jeszcze bardziej. Potraktowałem to jako taką szansę.

Jak się obudziłem po operacji i jak się okazało, że niestety wszystkie złe scenariusze: czyli utrata słuchu, zawroty głowy i utrata mimiki w twarzy, to wszystko się zdarzyło.

Natomiast gdy się obudziłem, to cieszyłem się po prostu, że żyję.

Optymizm

M: Mam tak w życiu, że staram się zawsze wszystko przewartościować i takim moim wzorcem jest Nick Vujicić. To jest człowiek bez rąk i bez nóg i dla mnie ten “Cyrk motyli” z jego udziałem mogę oglądać codziennie i to jest niesamowite jak on potrafi sobie przeramować tę rzeczywistość. 

Wielokrotnie w tym czasie oglądałem sobie ten film, jako taką autoterapię.

Najgorsze były pierwsze trzy miesiące po operacji. Bo było: seplenienie, nie mogę chodzić tak normalnie – mam zawroty głowy, nie mam siły.

M: Generalnie to było trudne i to było moje zderzenie z rzeczywistością. Jako osoba, która pracuje głosem, spotyka się z ludźmi i musi jakoś wyglądać. A twarz masz jak po udarze, nie możesz się uśmiechnąć do człowieka tak by oddać emocje, wstydziłem się uśmiechać.

M: Później jeszcze pomyślałem: – To już koniec! I zacząłem kombinować. Mocno musiałem w głowie kombinować żeby sobie to wszystko poukładać, przyhamować i radzić sobie też z porażkami, których doświadczałem po drodze.

Nadzieja

Na przykład 3 miesiące ćwiczeń. Rehabilitacja tego nerwu polega na tym, że trzeba było codziennie ćwiczyć i codziennie ćwiczyłem 5 razy dziennie po 15 minut. To takie żmudne ćwiczenie jak masaże, jakiś grymas twarzy, które musiałem wykonywać przed lustrem żeby ten nerw obudzić. I przez 3 miesiące zero efektu. I pamiętam, że końcówka marca, po operacji, bo ja się w grudniu miałem operację przed świętami, to miałem coś takiego, jakby prąd mnie kopnął w twarz. Taką iskierkę. I okazało się, że to był moment, gdzie nerw się obudził. A już byłem taki sfrustrowany i nagle taka nadzieja wstąpiła.

M: Wiesz, taka mała rzecz, ale tak mnie cieszyła, jakbym w Totka wygrał. Takie mikro doświadczenia, ale ono naprawdę robią różnicę w tym procesie zmiany.

M: Ważne jest to, żeby zauważyć takie zwycięstwa, żeby podtrzymać tę zmianę, żeby pokazać, że ona ma sens i właśnie to był dla mnie może nie Quick Queen, bo to trwało 3 miesiące, ale wiesz taka energia. Że jednak się udaje, jednak coś można zrobić. 

Więc to nie jest tak, że to nie jest koniec świata.

Instynkt

 K: Naprawdę podziwiam twój mental Maćku. Ten sposób myślenia i to jak osadziłeś swoją wytrwałość, bo naprawdę można się załamać. Tego jednak nie zrobiłeś, jestem po prostu w szoku.

M: Mam jakiś taki, nie wiem skąd, ale mam taki instynkt, że każdą porażkę potrafię prędzej czy później przekuć w jakąś lekcję. W coś dobrego. Nie wiem czy to jest wyparcie, czy to jest przepracowanie. W każdym bądź razie wracam, mam taką umiejętność powracania do siebie, do jakiejś normy.

Mental

M: Natomiast, tego się nauczyłem, bo mniej więcej do 23 roku życia tego nie miałem. Bardzo długo przeżywałem wszystkie porażki. Taki dialog wewnętrzny bardzo osłabiający czy ograniczenie pewności siebie.

M: Duża zmiana w życiu, że zacząłem na tym mentalem pracować, a to nie było łatwe, ale teraz to procentuje, że jakoś potrafię przełożyć te porażki w coś dobrego.

K: Ale od czego to się rozpoczęło, od tego, że zacząłeś czytać książki, że spotkałeś kogoś, kto był mądry, kto ci powiedział jak żyć czy po prostu czerpałeś z walizki, którą rodzice ci zapakowali?

M: To było wszystko po trochu. Bo i pozytywny wpływ rodziców, którzy cały czas wierzyli, wspierali, trochę studia na socjologii, na filozofii gdzieś mnie ustawiły. Tak, dużo czytałem i filozoficznych książek, i dużo beletrystyki. 

Ona też mnie mocno wzmacniała, ale też otaczanie się fajnymi ludźmi.

M: Studia wspominam niesamowicie, bo na studiach filozoficznych, na psychologii, na socjologii miałem dużo znajomych. Bardzo dużo rozmawialiśmy i to było takie poczucie tożsamości z tymi ludźmi i tym środowiskiem. To było mega istotne. 

5 lat albo 6 i później trafiłem do firmy, o której zawsze marzyłem. To wszystko wzmacniało i dawało taką energię.

M: Do tej pory mam coś takiego, że jak sobie coś wymyślę, to to robię. 

Na przykład gdy miałem lęk przed wystąpieniami publicznymi. Nigdy tego nie nie lubiłem, wręcz miałem fobię. Pokładem wszystkie egzaminy ustne łącznie z maturą i egzaminem na studia dzienne.

Pamiętam później studia zaoczne już jakoś się pozbierałem, ale miałem wiele takich wpadek. No, ale po każdej z nich jakoś starałem się to przekuć. Także jak nie udało się na dzienne, to pójdę na zaoczne. A na zaocznych to będę pracował, będę zdobywał doświadczenie zawodowe.

Doświadczenie

M: Przez pierwszy rok pracowałem na produkcji. Taką zwykłą ciężką pracę fizyczną wykonywałem. 

Przekłułem to w to, że teraz jak pracuje z ludźmi na produkcji, to wiem, co tam się dzieje, jak pracować z tymi ludźmi. To było doświadczenia, których może nie miałbym, gdyby nie to, że tam pracowałem. Nawet pracowałem jako akwizytor. No może nie pracowałem jeden dzień, ale byłem, zobaczyłem jak to wygląda. Wiesz, pracowałem też jako agent ubezpieczeń, to też trochę jak akwizytor.

To wszystko z perspektywy tamtych czasów to były porażki, bo nie chciałem tego robić, ale takie były czasy. Cokolwiek człowiek chciał robić. Bezrobocie było wtedy na około 20% w Polsce średnio. W Poznaniu może mniejsze, ale to wszystko gdzieś tam człowieka wzmacniało.

Ja w to wierzę, że gdzieś tam z tych porażek, z trudności jednak wychodzę wzmocniony na dłuższą metę.

Wykorzystanie szansy

K: W tym kontekście przychodzi mi do głowy ten taki tekst z książki, albo z broszury, które wpadły mi w ręce, które mówią o tym, że: Nie zmarnuj swego raka. Popatrz na swoją chorobę jako na szansę do zmiany.

Nie jest to takie polskie, jakoś tak mi się wydaje, że to jest takie amerykańskie, ale dobra, mówię co myślę, ale ty to zrobiłeś I to się udało! W sensie takim, że naprawdę spojrzałeś na to, że to jest szansa i tej szansy po prostu nie zmarnowałeś.

K: W tym kontekście przychodzi mi do głowy ten taki tekst z książki, albo z broszury, które wpadły mi w ręce, które mówią o tym, że: Nie zmarnuj swego raka. Popatrz na swoją chorobę jako na szansę do zmiany.

Nie jest to takie polskie, jakoś tak mi się wydaje, że to jest takie amerykańskie, ale dobra, mówię co myślę, ale ty to zrobiłeś I to się udało! W sensie takim, że naprawdę spojrzałeś na to, że to jest szansa i tej szansy po prostu nie zmarnowałeś.

M: Tak. Ale jak patrzę sobie w otoczeniu moich znajomych, bliskich, to większość tych osób, które zetknęło się z chorobą, to jednak sobie z tym dosyć dobrze poradziły mentalnie. I też dużo zmieniły. Wydaje mi się, że to jest chyba takie ogólnoludzkie, że zmiany powodują zmiany sposobu myślenia, działania i to nie jest tak, że Amerykanie mają tylko takie podejście. Nie wszyscy, ale większość z nas, jakoś jednak w sytuacjach granicznych zmienia swoją perspektywę. Jeżeli ktoś na przykład uczestniczy w jakimś wypadku i udaje mu się przeżyć… albo muszę rzucić papierosy, bo jak nie rzucę to będę miał już takie powikłania… widzę takie osoby, które się zarzekają, że nigdy nie rzucą palenia, nigdy nie przestaną jeść w jakiś tam sposób, nie przejdą na dietę, a po prostu robią to z dnia na dzień.

Siła w nas

M: Kiedy przychodzi trudna sytuacja nie wiem czy to jest amerykańskie, ale to jest ogólnoludzkie, mocno w to wierzę, że jako ludzie mamy ten sam core, to samo oprogramowanie, ten hardware, ale można mieć różny software. I pytanie, jak hardware, który mamy wykorzystamy. 

Wiesz, ja jestem fanem neurolingwistycznego programowania. Nie wiem czy też miałaś styczność, bo to ma różną renomę. Zawsze bronię tego podejścia, bo to jest taka teoria psychologiczna, która jest w Polsce bardzo krytycznie oceniana ze względu na różnego rodzaju szarlatanów, którzy w tym działają.

M: Uczestniczyłem w kursie, który trwał 500 godzin. Tam ćwiczyliśmy te metody, które polegają na tym, że pracujemy ze swoim umysłem, swoimi przekonaniami, wartościami, z misją i widzę że to u mnie działało.

M: W sumie to nie powiedziałem o tym, że ukończyłem kurs neurologicznego programowania. Tam ćwiczyliśmy sobie. Dużo tematów przepracowaliśmy jeszcze później. Uczestniczyłem w kursie analizy transakcyjnej, też bardzo fajny nurt psychologii i to wszystko też mnie zmieniało.

A to było mniej więcej 2008-2011, to był okres intensywnego rozwoju. 

To też była zmiana pozytywna, bo przepracowaliśmy swoje jakieś tematy w życiowym kontekście, co też było fajnym doświadczeniem.

Nasza reakcja na zmianę

K: Powiem ci, że to, co mówisz kojarzy mi się z naszym początkiem rozmowy. Że po prostu musiało się coś wydarzyć, żeby Maciek spojrzał zupełnie inaczej na swoje życie. Że w pewnym sensie doszedł do momentu krytycznego. No, ale tak się wydarzyło jak się wydarzyło. Ta chemia w organizmie możemy na nią wpłynąć, ale nie w pełni, więc to nie jest twoja wina, że tam coś ci się stało i zaczęło ci rosnąć coś w głowie.

M: To prawda, ale właśnie ta reakcja. Mówiłem wykład na konferencji, że twoja reakcja na zmianę zaczęła się dawno temu.

M: Tak naprawdę to, by ta reakcja powstała, to musimy się dużo wcześniej przygotować na to żeby zadziałać. Jeżeli zmiana przychodzi i nie jesteśmy gotowi, to ona wtedy ciągnie nas w dół. Nie potrafimy walczyć, albo jesteśmy bierni i nie wykonujemy aktywności i nie wierzymy w tę zmianę.

M: Więc musimy mieć taki potencjał wewnętrzny, do tego żeby kształtować tą siłę w sobie. Nie wiem, to chyba się nazywa rezyliencja, ale jest to odporność psychiczna, żeby się przygotować na te wszystkie różne trudności, bo łatwo nie będzie.

Pokolenie płatków śniegu

Ktoś mówi, że teraz mamy “pokolenie płatków śniegu”, ale nie wiem czy tak jest. Ja po prostu wiem jaki byłem w wieku od 16 do 21 lat. Ludzie są po prostu wtedy wrażliwi.

Wszyscy wtedy są płatkami śniegu. Wszyscy mamy jakąś potrzebę i jesteśmy bardziej delikatni. Tak było. Wszystko nowe. Emocje buzują, hormony, to wszystko się kształtuje w nas, wchodzimy w trudne momenty w życiu.

Wchodzimy na rynek pracy, zdajemy na studia, zdajemy maturę. To wszystko to są trudne rzeczy. Jeszcze do tego mamy bałagan w głowie związany z dojrzewaniem.

Fazy życia

M: Nie lubię takiego wrzucania ludzi w szufladki. Bardzo mocno wierzę w to, że żyjemy etapami. Jest taka fajna książka Erica Ericssona. On opisał fazy życia i on napisał, że człowiek jest najbardziej szczęśliwy mniej więcej w wieku 40 lat. Bo osiąga dojrzałość finansową, życiową i ja mam takie wrażenie, że to jest dla mnie najlepszy moment w życiu.

Jest taka równowaga, wiesz taka siła wieku. Ale to jest na każdym etapie życia są te kryzysy. Jest kryzys wieku 16 lat, później mamy kryzys wieku około 25 lat, później pojawia się kryzys wieku średniego, a później się pojawi kryzys przejścia na emeryturę, zbliżania się do tego, że już nie jesteśmy tak przydatni.

To jest naturalne i po prostu chcemy, czy nie chcemy, się z tym stykamy. I te zmiany po prostu są naturalne. Oczywiście zmieniają się okoliczności.

Punkt przełomowy

M: No, ale zobacz, pokolenia, każdy po kolei miał swój punkt przełomowy. My mieliśmy swój rok 89. Moje pokolenie, czyli jakieś 45 lat teraz, to właśnie mieliśmy swój początek kapitalizmu, który nas mocno przeczołgał. Rynek pracy, bieda. Tak naprawdę w 97 roku byłem na wycieczce w Paryżu z klasą i pamiętam problem: pieniądze na wycieczkę. 

Już miałem nie jechać, ale się udało skądś te pieniądze pożyczyć. No i dostałem na ten wyjazd. Miałem 20 €, czy 10 euro i pamiętam, że połowa z tego to starczyła mi na jedno piwo 0,33 na polu namiotowym.

M: Ale z drugiej strony, ten czas dojrzewania w internacie otaczali mnie przyjaciele. I wtedy tworzyły się więzi. Niektóre są do tej pory, więc to jest niesamowity zasób na przyszłość.

Ale wracając, to co nas wzmacnia, to kryzysy.

Pokolenia i czas

K:  Tak, tego co doświadczamy. Ale myślę sobie też, że patrząc przez pokolenia, to pokolenia i tak będą zawsze miały te same potrzeby.  Mamy potrzebę miłości, bliskości i tego żeby być zrozumianym, żeby być zaakceptowanym, żeby czuć się wystarczającym. To są różne rzeczy, które i tak w różnych formach się przejawiają. W różnych czasach żyjemy i w różny sposób to można pokazać. Teraz może ktoś dostaje akceptację poprzez te serduszka, które tam mu na Instagramie ślą.

M: Tę tożsamość po prostu kształtujemy inaczej, innymi narzędziami, ale po prostu mamy potrzebę tożsamości, budowania tych tożsamości, bycia zaakceptowanym, afiliacji czyli przynależności do jakiejś społeczności i teraz to jest trochę łatwiejsze. Bo na przykład jestem w grupie na Facebooku z gitarzystami i tam mogę sobie budować społeczność: rozmawiać i dzielić się wiedzą.

Za moich czasów, to jak znałeś kogoś, kto grał na gitarze, to można było na przykład tabulaturę wymienić, bo to były może dwie osoby w twoim otoczeniu. Nie było YouTube, żeby podpatrzeć jak ludzie grają. 

Uczyło się z nagrań wideo na przykład, jak ktoś w ogóle miał takie nagrania wideo: np.: teledysków na MTV. Jeśli ktoś miał magnetowid żeby to nagrać.

Zmierzam do tego, że tak naprawdę, te czasy w których żyjemy oczywiście są trudne, ale są wyjątkowo dobre dla nas. Mamy dostępne narzędzia. Kiedyś to telewizor, wideo, kablówkę mieli nieliczni, a teraz mamy w komórce, za abonament 40 zł, cały świat, a muzykę za 30 zł. Kiedyś można było kupić za 50 zł, a teraz płacisz miesięcznie. Słuchasz co chcesz, ile chcesz, dostęp do wszystkiego, więc żyjemy we wspaniałych czasach tak naprawdę. Tylko my sami sobie robimy pod górkę, wywołując wojny, konflikty międzyludzkie, dzieląc ludzi na lepszych gorszych. To jest straszne.

Będzie dobrze

M: A powiem ci jeszcze o zmianie w myśleniu o świecie. Całkiem niedawno przeczytałem taką książkę “Factfulness. Dlaczego świat jest lepszy, niż myślimy, czyli jak stereotypy zastąpić realną wiedzą” Hansa Roslinga, na temat współczesnego świata.

On pokazał, że ten świat tak naprawdę idzie ku dobremu jako całość. Tak, że my ulegamy magii mediów, takiemu negatywnemu wpływowi i jakimś stereotypom. Nie rozumiemy tak naprawdę tego co się dzieje w Chinach, w Afryce. Mamy przekonanie z Europy takie, że tu tylko jest fajnie, i że my tu jesteśmy pępkiem świata, ale tak naprawdę na całym świecie idzie to wszystko ku dobremu, ku lepszemu.

Tylko edukacja nas uratuje i myślenie na zasadzie faktów, a nie przekonań.

Zachęcam, by sięgnąć po tę książkę, bo ona zmienia obraz świata. U mnie zmieniła też na pozytywne, że będzie dobrze. Że generalnie, to wszystko idzie ku dobremu, że przetrwamy. No chyba, że nas środowisko wykończy. I to jest inny problem, ale my jako ludzie idziemy raczej do przodu jako całość.

Poprawiają się warunki na świecie, na przykład sprawa przeludnienia, to są rzeczy, które w tej książce są fajnie przedstawione jako coś pozytywnego.

Pożegnanie

K: Macieju! Kupuję od ciebie tą radość życia, którą masz w sobie i to pozytywne spojrzenie.  Też taką wiarę, że idziemy ku dobremu, że można iść ku dobremu. 

To jest naprawdę fajne ciebie poznać, i od ciebie to wziąć.

Życzenia

K: Powiedz mi, czego możemy ci życzyć jako słuchacze?

Powiedz, ale tak dla ciebie, nie dla świata. Co ty byś chciał?

M: Myślę, że podróży, bo niektórych pandemia trochę powstrzymała. Więcej czasu na granie na gitarze i weny do tworzenia. Ostatnio mam jakiś twórczy zastój, w sensie takim, że mniej nagrywam. Nagrywam, ale mniej tworzę nowych rzeczy. Odgrzebuję stare kawałki i na nowo nagrywam. Nie chcę mówić o dzieciach, o zdrowiu to wiadomo, ale tak mówię dla siebie.

O tak! to są te dwie rzeczy dla mnie ważne.

K: To ja tego wszystkiego naprawdę, z całego serca ci życzę. 

Żebyś ciągle czerpał z twojego marzenia i żeby to było źródło nieustające. O właśnie takie źródełko, które cały czas bije i daje ci ciągle to coś fajnego do życia.

Dziękuję ci bardzo za twoją otwartość.

Dziękuję ci za tą opowieść i do usłyszenia, a mam nadzieję, że i do zobaczenia!

M: Dziękuję ci Kasiu za zaproszenie dziękuję słuchaczom za rzecz że dotrwaliście do końca. 

 

Scroll to top